poniedziałek, 3 października 2016

Mazurskie wędrówki cz.1

     Przygoda może czekać na człowieka już za progiem domu, nie trzeba wyjeżdżać w niebezpieczne rejony, by coś ciekawego przeżyć.
Kolejny weekend znów zaskoczył piękną pogodą, ruszyliśmy więc z żoną na kilkugodzinny spacer po najbliższej okolicy. Jako obszar wędrówki wybraliśmy północno-zachodni rejon miejscowości Rynek, okolice Lorek i Ostaszewa. Choć sezonowo przebywam tam od ponad dwudziestu lat, w tamte rejony nigdy się nie zapuszczałem. Latem mnóstwo komarów - teren bagienny, a jesienią zawsze kręciłem się wokół jezior. Teraz poszliśmy sobie wzdłuż strumyka wypływającego z Jeziora Kiełpińskiego, później leśną szutrową drogą, by w okolicach wypływających leśnych źródeł skręcić w ścieżkę przy bagnach.
Wiła się ona malowniczo. Z lewej strony bagniska obfitujące w wykroty, obumarłe drzewa splątane chmielem, z prawej wzgórza i wąwozy porośnięte drzewami, wśród których dominowały buki. Znalazłem nawet przyzwoity teren na miejscówkę. Może kiedyś go wypróbuję. Z ciekawostek roślinnych natrafiliśmy na sromotnika bezwstydnego, całe plantacje jeżyn oraz mnóstwo głogu wręcz oblepione owocami.
Skraj lasu ukazał nam trawiaste wzgórza, które, gdy śnieg dopisze, wykorzystam podczas skiturowych wędrówek. 



















niedziela, 25 września 2016

W pięciopalcach w terenie.

   Od czerwca większość wolnego czasu spędzam w terenie. Ogólnie panujące upały sprawiły, że niewiele się w moim bushcraftowym światku działo - nic niewnoszące posiadówy przy ognisku, kilkugodzinne spacery wokół jezior, lasów i bagien. Jednym słowem stagnacja i rutyna. Chociaż nie do końca... 
Moje wędrówki zostały urozmaicone, a może udziwnione poprzez okazjonalny zakup obuwia vibram fivefingers model KSO. Dziwactwo to najpierw docierałem w lasach Mierzei Wiślanej w okolicach Jantara i Mikoszewa, a później jezior mazurskich. 
Początkowo chodziło się w tym dziwnie - niby w butach, ale jednak jakby na bosaka. Powoli przyzwyczajałem się i robiłem coraz dłuższe trasy leśne. Z tego, co wyczytałem w sieci, model ten przeznaczony jest do typowej rekreacji bez terenowych szaleństw. Nie planowałem się jednak przedzierać przez gąszcze jeżyn, malin lub głogu, chociaż tego typu atrakcje w moich rejonach nie należą do rzadkości. 
Kończą się letnie pogodne dni, pora więc zarzucić w teren bardziej toporne obuwie, choć dokupienie pięciopalczastych skarpet może ten czas nieco odwlec. Ogólnie pięciopalczaki sprawdzają się na ścieżkach i niezbyt zarośniętej ściółce. Trzeba jednak uważać na różnego typu ostrokrzewy, osty i tym podobne rośliny. Błocko, rosa, marsz w padającym deszczu nie przeszkadza bezpośrednio w wędrówce, ale tym sposobem uzyskujemy nogi kwalifikujące się do mycia, a buty do prania, a jak wiadomo - częste mycie skraca życie.
   Ostatnimi czasy buszując nad jeziorem trafiłem na całe pola wiesiołka dwuletniego. Wyglądało jak nasadzona plantacja. Po bliższym oglądzie okazało się, że to miejsce pod budowę domków letniskowych, a wykarczowany teren sprzyjał rozmnażaniu tej rośliny. Muszę więc pospieszyć się i wykopać wiesiołka z miejscówki, gdyż przyjadą koparki i wszystko zrównają. Być może część przesadzę na swoją działkę oraz w inne, bardziej bezpieczne miejsca. Dodatkowo odkryłem nad brzegiem małego jeziorka mnóstwo dzikiej mięty. Posiłki i napoje stają się więc coraz bardziej urozmaicone.






 


poniedziałek, 11 lipca 2016

Spływ kanu mazurskimi jeziorami.

W sobotę 2 lipca wyruszyłem do Sorkwit w okolicach Mrągowa, by uczestniczyć w zorganizowanym przez kolegę Marshalla z Forum Wodnego corocznym spływie. Na pole namiotowe w Sorkwitach przybyłem wraz z małżonką Izą i sześcioletnią bratanicą Idą w upalny sobotni wieczór. Po przywitaniu i zaznajomieniu ze spływowiczami rozbiliśmy namiot i siedliśmy do wspólnej kolacji. Było ciepło i przyjemnie. Nic nie zapowiadało długotrwałego deszczu, który zaczął padać nocą, a dał sobie spokój w niedzielę około czternastej. Mimo późnej popołudniowej pory wyruszyliśmy na jezioro i pokonaliśmy planowaną trasę. Nocleg był na wyspie na Jeziorze Białym, gdzie udało się nieco podsuszyć przemoczone graty i ciuchy. Dzień drugi to obfitujące w duże i małe przygody przemieszczanie się różnymi odcinkami Krutyni oraz Jeziorami Ganckim i Zyzdrój Wielki, na którym to zatrzymaliśmy się na dłuższy postój - Wyspa Miłości. Stamtąd pływaliśmy na wyprawy drzewno-jagodowe. Kolejny etap to jezioro Zyzdrój Mały i dotarcie Krutynią do Jeziora Spychowskiego. Atrakcją Spychowa okazał się Festiwal Dłubanki. Tam w środę po południu pożegnaliśmy się z grupą i wróciliśmy do Mławy.  Gros podróżowała jeszcze do soboty. Podsumowując - świetna przygoda w doborowym towarzystwie. Myślę, że to nie ostatnia wodna wędrówka w tak zacnym gronie.
Wnioski:
- na dłuższe wyprawy, gdzie masa bagażu nie ma istotnego znaczenia, wskazany namiot z przedsionkiem lub duży tarp, np. 3x4m (o ile wiemy, że teren będzie w minimalnym chociaż stopniu zadrzewiony). Można przesuszyć gaderobę, coś ugotować oraz przemieszczać się w miarę komfortowo.
- wskazana kuchenka na paliwo ciekłe bądź gazowe. Na spływie sprawdził się palnik spirytusowy Tatonki napędzany paliwem do biokominków, z Kelly Kettle podczas deszczowych dni byłby problem ze znalezieniem opału (czasochłonne).
- zamiast menażek używałem zwykłych głębokich talerzy z duralexu, ciężkie, ale łatwe do wymycia z tłuszczu, zastąpię je jednak lżejszymi z nierdzewki.
- nie każdemu jest ciepło w letnim śpiworze, czasami lepiej wziąć cieplejszy niż kombinować.









środa, 29 czerwca 2016

Weekend nad Narwią

24 czerwca świeżo po zakończeniu roku szkolnego wybrałem się nad Narew w okolice miejscowości Janówek. Dotarłem tam linią KM, by dalej przemieszczać się rowerem. Na stacji spotkałem się z kolegą Michałem, który znał ciekawą miejscówkę na weekendowe biwakowanie połączone z łowieniem ryb, w której to sztuce nie jestem zbyt biegły. Upał był niemiłosierny, a droga w większości prowadziła przez bezdrzewny teren. Mimo wszystko w dobrej kondycji dotarliśmy na miejsce. Miejscówka okazała się doskonała - drzewa dające cień, drewno na ognisko, dogodne miejsce do zarzucania wędek, a nawet przygotowane miejsce na ognisko. Rozłożyliśmy legowiska, przy takim upale nie opłacało się nawet rozciągać tarpów, profilaktycznie przygotowałem pałatkę, by w razie gwałtownego deszczu przykryć klamoty. Potem przystąpiliśmy do posiłku, pogadaliśmy o głupotach i poszliśmy spać. Nocą zbudziły nas auta wjeżdżające na naszą miejscówkę. Okazało się, że to wędkarze, trochę podokazywali, rozstawili sprzęt i ... więcej nie pamiętam, gdyż zasnąłem. Rano okazało się, iż to całkiem sympatyczni ludzie, z którymi bytowaliśmy, z pewnymi rotacjami z ich strony,  do niedzieli. W sobotę dojechał moto jeszcze jeden kolega z Forum. W niedzielę około 10 rano rozstaliśmy się i ruszyliśmy do domów.
 Nasze wehikuły podczas postoju











Stawy w Janówku.


Zabudowania popegeerowskie w Janówku.
  

niedziela, 29 maja 2016

Nocka w terenie w ramach Prymitywnych Technik Przetrwania

Corocznie, w ramach Prymitywnych Technik Przetrwania, zorganizowaliśmy wspólnie z uczniami nockę w terenie. Przetestowaliśmy techniki rozpalania ognia, różne typy ognisk, budowę schronienia typu "wigwam" z małym ogniskiem grzewczym wewnątrz, filtrowaliśmy wodę z pobliskiego stawu, nie zabrakło też radosnej twórczości kulinarnej. Oprócz tego posługiwanie się narzędziami podczas budowy obozowiska, strzelanie z łuku i wiatrówek. Pogoda dopisywała, choć nocą temperatura spadła do kilku stopni Celcjusza. Poniżej krótka fotorelacja 






niedziela, 1 maja 2016

W poszukiwaniu błyskoporka podkorowego

  W końcu upragniony weekend majowy. Wspólnie z żoną postanowiliśmy spędzić go na działce nad jeziorem. By nie siedzieć bezproduktywnie ruszyliśmy w sobotnie przedpołudnie prawą stroną jeziora w poszukiwaniu różnego rodzaju roślin jadalnych. Potraktowaliśmy wycieczkę jedynie jako rekonesans, poobserwować, zapamiętać miejscówki, ewentualnie w drodze powrotnej zerwać jakieś roślinki w celu wzbogacenia smakowego podpłomyków. Już na samym skraju lasu odkryliśmy całe łany czosnaczka pospolitego, w głębi rosło go jeszcze więcej. 
 Czosnaczek pospolity
 Pokrzywa zwyczajna  i szczawik zajęczy
 Łopian
 Bluszczyk kurdybanek
 Szczaw
Knieć błotna (Kaczeniec)

Pojawił się też szczawik zajęczy, pokrzywa zwyczajna i bluszczyk kurdybanek. Trzciny, strzałka i pałka wodna porastają jezioro wokół, ale się na nie nie nastawiałem. Przemierzając leśne ostępy rozmawialiśmy o błyskoporku podkorowym,  jego właściwościach leczniczych oraz świetnym materiale do niecenia ognia. Żona wypatrywała na brzozach czarnych narośli, ale nic się nie trafiało. Do czasu...
W pobliżu bagien, gdy fotografowaliśmy knieć błotną, czyli kaczeńce, żona zauważyła dość sporą brzozową czeczotę. Postanowiłem zapamiętać to miejsce. W tym momencie zapytała, czy ta czarna narośl na drugiej brzozie to czeczota, czy coś innego. Okazało się, iż to dość dużych rozmiarów guz błyskoporka podkorowego. 



Wyrósł dość wysoko i trudno go było strącić, ale się udało. Później znalazłem niżej umieszczone egzemplarze oraz kilka drzew, gdzie dopiero się tworzą. 
Wracając zerwaliśmy nieco czosnaczka, który po powrocie poprawił smak podpłomyków oraz spaghetti. Czas spędzony w lesie nigdy nie jest czasem straconym.

Moje zdobycze